Podnoszenie umiejętności młodzieży z Odumase-Sunyani w zakresie pierwszej pomocy przedmedycznej i poprawa zdrowia przez aktywność fizyczną.

Don Bosco Vocational Technical Institute

Dnia 04.09.2010 oficjalnie rozpoczęto nowy rok szkolny w Don Bosco Vocational Technical Institute. Choć dla wielu szkoła często kojarzy się z przykrym obowiązkiem, dla tutejszej młodzieży jest ona szansą na lepsze życie. Na życie, którego sens niebędzie ograniczony do chodzenia z miską pomarańczy na głowie do końca życia. Zdobycie zawodu, które umożliwia szkoła w Odumasse może dla wielu z nich okazać się odskocznią od życia w ubóstwie.

Naszym zadaniem na następny miesiąc (już ostatni:( będzie umilenie studentom czasu spędzonego w szkolnych murach (nie ma co się oszukiwać- nawet przy tych wszystkich plusach to cały czas mowa tu o SZKOLE! :) Plan lekcji-jak co roku nie przewiduje zajęć sportowych w trakcie roku szkolnego dlatego nasze zajęcia są prowadzone popołudniami. Od poniedziałku dopiątku realizujemy program treningowy opierający się na dwóch dyscyplinach sportowych: piłce nożnej i siatkówce. Dodatkowo okrojoną jego wersję aplikujemy młodzieży z pobliskiej parafii, oraz nowicjuszom. Ze względu na nieubłagalnie upływający czas oraz fakt, że mamy sposobność robić to co naprawdę lubimy jednocześnie sprawiając radość innym, damy z siebie wszystko aby wnieść odrobinę szczęścia do życia tych młodych ludzi.


„It was LEGEN… wait for it …DARY” – Barney Stinson

Przepełnieni papierkową robotą związaną z naszym projektem, z radością oddajemy się miłemu „obowiązkowi” napisania czegoś od siebie (pozarządowego, pozaprojektowego, niegramatycznego– po prostu na luzie;)

                Tym razem chcielibyśmy opowiedzieć o sporej części naszego projektu, którym jest szkolenie z przeprowadzania pierwszej pomocy przedmedycznej oraz ogromnym kroku, który zrobiliśmy w celu jego realizacji (przygotowanie fundamentu na przyszłość- multimedialnej prezentacji). Schemat działań był podobny jak w przypadku każdego szkolenia (… jakbyśmy przeprowadzili ich setki :P )zaczęliśmy od zebrania materiału („it was izi”- przywieźliśmy z Polski), stworzenia prezentacji (tutaj już tak przyjemnie nie było –kilka dni i nieprzespanych nocy, godziny spędzone przed komputerem, tysiące kliknięć myszką, miliony wystukanych liter, sezon „How I Met Your Mother”, litry wypitej wody oraz kilkanaście filiżanek kawy pozwoliły nam przebrnąć również przez ten etap:) i w końcu przeprowadzenia szkolenia (a tego momentu obawialiśmy się najbardziej).

Nasz wykład będący częścią tygodniowego obozu szkoleniowego dla liderów grup animacyjnych odbywał się w Aschaiman (dzielnica Accry oddalona o 500 km od naszego miejsca pobytu). W szkoleniu, którego organizatorem był ks. Piotr Wojnarowski SDB wzięło udział 50 animatorów z 4 różnych krajów: Ghany, Nigerii, Sierra Leone oraz Liberii.

                Po ośmiu godzinach podróży (i kilku odcinkach poruszającego kina ghańskiego) dotarliśmy na miejsce. Po szybkim odświeżeniu i błyskawicznej kolacji przyszedł nasz czas. Wykład, prezentacja oraz pokaz, do którego wykorzystaliśmy naszego nowego przyjaciela (tzw.” Trzeci coach”  – patrz obrazek obok) ku naszej dużej uldze spotkał się z pozytywnym przyjęciem i co najważniejsze- dużym zainteresowaniem ze strony animatorów. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie wpletli w nasz wykład odrobiny humoru… tym razem był to fragment ze Strusia Pędziwiatra, w którym kojot (jak to kojot:) dostaje potężne lanie, zakończony celnym morałem(„Życie to nie bajka, dbaj o nie, bo jest tylko jedno” beep beep, The End, oklaski, brawa, fanfary). Wypadliśmy na tyle dobrze, że dnia następnego zostaliśmy zaproszeni na zorganizowaną wycieczkę dla uczestników szkolenia do Adafoah(pewnie bez względu na poziom naszego wykładu doszłoby do owego zaproszenia, ale co tam-wierzymy ze było naprawdę dobrze:) Nasza obecność okazała się ważna ze względu na miejsce, a zarazem główną atrakcję wycieczki, tj. ujście rzeki Volty do oceanu.  Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że to właśnie w tym miejscu na początku roku doszło do nieszczęśliwego wypadku, w którym jeden z animatorów stracił życie. Zaproszenie nas, choć nie okazało się bezinteresowne (jako ratownicy wodni mieliśmy czuwać nad bezpieczeństwem uczestników, oraz przeprowadzić kurs z podstaw pływania) sprawiło nam dużo radości. Piękna, piaszczysta, szeroka plaża usiana palmami, będąca półwyspem otoczonym z jednej strony spokojną rzeką, z drugiej burzliwym oceanem urzekła nas swoim pięknem. Jesteśmy prawie pewni, że to właśnie tutaj nakręcono reklamy Bounty, Palmolive oraz niektóre sceny z „Piratów z KARAIBÓW” :P   Koniec końców spędziliśmy cudowny czas i co najważniejsze- nikomu nic się nie stało.

Nasz pobyt na południu kraju ze względu na napięty grafik nie trwał długo (już następnego dnia rano wracaliśmy do domu) jednakże okazał się niebywale owocny. Stworzyliśmy prezentację, którą posłużymy się jeszcze nie raz, nabyliśmy pewności siebie, która zaprocentuje w przyszłości oraz widzieliśmy rzeczy, których nie zapomnimy do końca życia.

Ps. Chcąc, nie chcąc (choć bardziej chcąc) znowu jesteśmy na głównej — > www.SWM.pl =D

„To co uczyniliśmy dla siebie, umrze razem z nami, to, co zrobiliśmy dla innych i dla świata, przetrwa wieki.” – Albert Pike

 

Mija kolejny tydzień w Ghanie, a wraz z nim dwutygodniowy Holiday Camp. Kolejna edycja tego przedsięwzięcia i nie bójmy się użyć dużego słowa: kolejny sukces …sukces, który potęguje fakt, iż zrodził się on z ogromnego zaangażowania i oddania sprawie osób przy nim pracujących. To właśnie dzięki tym ludziom (animatorzy, wolontariusze, księża, bracia, itd.) „garstka” dzieci (1150:D ) miały możliwość łączenia przyjemnego (gry, zabawy, przedstawienia) z pożytecznym (lekcje matematyki i angielskiego). Każde z tych czterech na pozór różnych miejsc cechowało jedno: oddanie jednych i wdzięczność drugich. Jak już wspomnieliśmy wcześniej nasze zadanie, choć nie będące super extra odpowiedzialnym okazało się niezwykle ważne. Uwaga, zrozumienie i spędzenie z dziećmi czasu przy grach i zabawach okazało się tym, czego potrzebowały po godzinach spędzonych w szkolnych salach. W planach był również przewidziany turniej piłki nożnej i siatkówki dla reprezentacji poszczególnych grup obozowych, lecz ze względu na złe warunki atmosferyczne został wycofany. Nasze rozczarowanie było tym większe, iż jako główni organizatorzy i główni sędziowie przygotowaliśmy już się i boiska na przyjęcie dzieci(a jeśli komuś się wydaje, że przygotowanie boiska w Ghanie za pomocą maczet i trocin jest proste, łatwe i przyjemne to jest w wielkim błędzie:) Małą rekompensatą był sparing zawodników Adentii i Parafii (dziewcząt w siatkówkę oraz chłopców w piłkę nożną: under 11 i under 14). We wszystkich konkurencjach bezkonkurencyjna okazała się Parafia. Jak to w sporcie często bywa w parze z rywalizacją idą różnego rodzaju problemy, np. protest dotyczący wieku zawodników (że niby gość z brodą, wąsami i 180cm wzrostu nie może być under 14:D  jak się okazuje może być;) Ostatnie dni obozu poświęcone były rozdaniu upominków dla każdego dziecka oraz w przypadku Boyshome i Zongo zaprezentowaniu przez każdą z 16 grup przygotowanego w pocie czoła przedstawienia dla szerokiej widowni (rodzice, obozowa załoga, pozostałe dzieci).

 

                    

 

 Wraz z końcem Holiday Camp przyjdzie nam się żegnać z niektórymi osobami/wolontariuszami. Część z nich była tutaj konkretnie z powodu obozu, dla innych obóz był zwieńczeniem ich owocnej pracy w Odumasse. Choć każda z tych osób ze względu na swoje zaangażowanie i życzliwość pozostanie w naszej pamięci chcielibyśmy poświęcić kilka wersów osobom nam najbliższym. Będzie nam brakowało niesamowitych kazań księdza Mirka, po których „chwila” refleksji wydaje się nie mieć końca, widoku Ali bawiącej się z dziećmi, bawiącej dzieci, oddającej całe swoje serce maluchom oraz Kasi zaangażowanej w sprawne działanie obozowej maszynki. Dziękujemy za Waszą obecność. Choć jeszcze żadne z Was nie opuściło Afrykańskiej ziemi już za Wami tęsknimy.

 

                                               

 
Ps1: Gorąco dziękujemy tym, którzy czytają nasze wypociny oraz tym, którzy pozostawiają ślad na naszym blogu w postaci komentarzy.

PS2: Jeśli jesteście zaskoczeni (tak samo jak my) samymi pozytywnymi komentarzami, musicie wiedzieć, że jako moderatorzy mamy możliwość odrzucania komentarzy, które nam się nie podobają :D Nie oznacza to oczywiście, że to robimy- nie korzystaliśmy jeszcze z tego przywileju i nie zamierzamy z niego korzystać w przyszłości :)   piszcie śmiało!

PS3: Podziękowania dla Kamila za tytułowy cytat (co prawda nie wytatuowałem go sobie na klacie jak polecałeś ale i tak się przydał ;)

 

                             

“Zongo”

 
“Kartonowe domki”, brak bieżącej wody, elektryczności, oraz wszelkich przejawów cywilizacji, jednym słowem… slumsy. Życie w takich warunkach nie jest łatwe, nie wspominając o możliwości odpowiedniej edukacji, stąd wybór tego miejsca na tegoroczny “Summer Camp” nie był przypadkowy. Uczestnikami obozu są dzieci różnych wyznań religijnych, a dla Zongo są to w większości muzułmanie. Różnica wyznań nie stanowi dla nikogo problemu, wręcz przeciwnie, wzajemny szacunek zbliża dzieci do siebie, a przeplatanie modlitw muzułmańskich z katolickimi powala każdemu z nich trwać mocno w swojej wierze.  Dla nas, dojrzałych katolików, jest to wspaniale świadectwo i dobra lekcja tolerancji i otwartości na ludzi, bez względu na ich wyznanie. Wypada wspomnieć o ograniczonej liczbie miejsc na obozie (choć osób zarejestrowanych jest ok.200, wciąż pozostaje spora liczba dzieci, które chciałyby, a już nie mogą wziąć w nim udziału). Wczoraj przypadło nam nie lada ciężkie zadanie „wyproszenia” piątki niezarejestrowanych dzieci poza teren obozu (w obawie, że inne dzieci pójdą w ich ślady). Dostrzegając radość w ich oczach i szczerą niechęć opuszczenia obozu nasze wyproszenie różniło się nieco od zwykłego zamknięcia za nimi drzwi…postanowiliśmy, więc wyjść z nimi poza teren obozu i tam zająć im czas. Konsekwencji wyjścia (z pięciorgiem dzieci) i słuszność tej decyzji pozostawiamy Waszej ocenie (do pomocy kilka zdjęć :)   

 

 
          

“Summer Camp 2010″

 

daj spisać! 

No i zaczęło się ! ! ! Przez najbliższe 2 tyg. swój czas i umiejętności będziemy poświęcać, dla sporej gromadki dzieciaków. “Summer Camp 2010″, bo tak nazywa się to przedsięwzięcie, skupia w 4 różnych miejscach ok. 1000 dzieci w wieku szkolnym i przedszkolnym, angażując w organizację ok. 150 animatorów i wolontariuszy z ponad 10 krajów. My także jesteśmy częścią tej ogromnej akcji, ale jako nieliczni będziemy mieli okazję być we wszystkich 4 miejscach, czyli w “Don Bosco Boyshome”, “Don Bosco Parish – parafia”, “Sunyani – Zongo”, oraz na wiosce w Adentii. Właśnie kończy się dzień trzecii i do tej pory pomagaliśmy w “Boyshom’ie”, “Zongo” i na parafii. Nasza pomoc to przede wszystkim nauka podstawowych elementów techniki i taktyki piłki nożnej oraz siatkówki, a także organizowanie gier i zabaw sportowych, jak i zwykłe animowanie dzieciaków, czyli po prostu spędzanie z nimi każdego wolnego czasu. Ciekawym jak i zarazem trudnym wyzwaniem, była dla nas nauka elementów gier zespołowych przy użyciu 2 piłek dla 60 osób. Warto również wspomnieć o tym, że przy takiej ilości podopiecznych nasze koszulki są czyste tylko przez 5min każdego dnia. 
W podzięce dla wolontariuszy i animatorów zaangażowanych w ‘Summer Camp 2010′ powstała piosenka napisana i wykonana przez jednego z uczestników obozu. Piosenka świetnie wpada w ucho i nie bez powodu stała się hitem, a zarazem hymnem obozowym. Ciekawskich, czy też poprostu lubiących dobrą muzykę odsyłamy na stronę internetową gdzie można tego ‘cuda’ posłuchać:

http://w13.wrzuta.pl/audio/aTnlMYvBpoo/king_frazer_-_we_r_grateful_thxfull_u_don_bosco_sumer_camp_2010

„Wszystko jest wtedy, kiedy nic dla siebie.” – ks. Jan Twardowski

 

Czwarty tydzień w Ghanie i nasz pierwszy wpis…wiele można by było napisać o Internecie, z którym od początku naszego pobytu nie bardzo się polubiliśmy, natłoku obowiązków i wielu innych, ale my… (jak to na sportowców przystało) poprzestaniemy na obietnicy, popracowania nad naszą skutecznością :D Jak już wspomnieliśmy trzy tygodnie za nami…trzy tygodnie ciężkiej pracy, w których ciekawość Ghany, powoli przeradza się w uwielbienie / miłość / fascynację dla tego kraju. Nie bez znaczenia są ludzie, których mamy przyjemność spotykać na swojej drodze (począwszy od wielu wolontariuszy z całego świata, po miejscowych ludzi, którzy poprzez swoją życzliwość pozwalają nam czuć się jak w domu). Chcąc przedstawić wszystkich tych, którzy poświęcają swój czas dając siebie innym czytanie zajęłoby Wam pewnie 2 dni, albo co gorsza przewinęlibyście ten fragment i nasza robota poszłaby na marne :P Dlatego powiemy tylko (nie skrywając uczucia dumy), że najliczniejsza grupa przyjechała z … Polski, a są wśród nas również wolontariusze z Włoch, Austrii, Niemiec, oraz Argentyny.

 

My i Carina z Argentyny :P

                Jak to w życiu bywa nie zawsze jest kolorowo, i nasz pobyt nie zawsze bywa usłany różami. Choroba Romka (pozdrowienia dla Ciebie! milo było nam Cię “gościć”), wizyta w Zongo (tzw. slumsy-najbiedniejsze miejsce w okolicy), czy tez oczekiwania niektórych ludzi, postrzegających nas jako chodzące świnki skarbonki nie należą do przyjemnych momentów.  Zdarzały się również “hardcory” – nocne wstawanie Maćka o 2:30 w nocy (na poranny Jogging zaplanowany na 5:30) i powrotne jego “wrambolenie bambolenie się” na łóżko (ciekawskich odsyłamy do próby rozszyfrowania słów piosenki z Kubusia Puchatka:), czy tez podróż JEDNA taksówka w 7 osób :D

                                                                                                          

Pisząc o dotychczasowym pobycie nie wypada nie wspomnieć o 7 dniowym obozie sportowym, w którym pełniąc rolę trenerów braliśmy CZYNNY udział(nie przez przypadek słowo czynny napisane jest z dużych liter. Jak się zaraz przekonacie- to był intensywny tydzień). Każdy nasz dzień zaczynał się pobudką o 5:00 (no może za wyjątkiem jednego dnia – patrz wyżej :D Na godzinę 5:45 zaplanowany był półgodzinny jogging, następnie msza, śniadanie, pierwsza sesja treningowa, obiad, druga sesja treningowa, kolacja, program wieczorny i długo wyczekiwany sen! Każda z wyżej wymienionych składowych dziennego programu (nie wiedzieć dlaczego) nie mogła się odbyć bez naszej obecności… no ale co tam – przeżyliśmy :D W obozie wzięło udział 33 zawodników, którzy wykazując się nad wyraz dużym zaangażowaniem poznawali tajniki techniki i taktyki piłki nożnej oraz siatkówki, jak również praktyczne ich wykorzystanie na boiskach. Tydzień ciężkiej pracy zwieńczony był meczem sparingowym piłki siatkowej (zwycięstwo Maćkowej drużyny-OLE!) oraz turniejem piłki nożnej, w którym udział wzięły 3 drużyny (1 zwycięstwo i 1 przegrana… bilans niby nie najgorszy, ale rewanż i tak weźmiemy!).  Ani się nie obejrzeliśmy, a było po obozie. Po rozdaniu dyplomów i nagród dla najaktywniejszych uczestników obozu (my również (ku wielkiemu naszemu zaskoczeniu) dostaliśmy małe upominki doceniające nasze zaangażowanie) obóz oficjalnie dobiegł końca. Chciałoby się napisać, że poranne wstawanie i jogging weszły nam w krew i codziennie rano biegamy do skrzyżowania i z powrotem, ale po wielu obietnicach z naszej strony nie wiedzieć, dlaczego nic z tego nie wyszło….. podejrzewamy jednak, iż istotną rolę może odgrywać  5:00 rano!!!!!!

 

 

    Po ciepłym przyjęciu oraz intensywnych trzech tygodniach, pełni nadziei zamierzamy kontynuować swoją pracę, aby uśmiech dzieci, który wywołaliśmy swoim przyjazdem nie opuścił ich przez cale 3 miesiące naszego pobytu. Bo nie ma większej nagrody i nic tak nie mobilizuje do działania jak uśmiech drugiego człowieka i poczucie, ze jesteśmy tutaj potrzebni! :)

 

Witaj, świecie!

Welcome to Blogi SWM. This is your first post. Edit or delete it, then start blogging!

Partnerzy

Polska Pomoc
Obrazek
ObrazekDawid Wiejowski
ObrazekMaciej Witkowski